Podatek od sieci sklepów

Kategoria warzywa i owoce
Kategoria warzywa i owoce Rafał Momot
Od kilku miesięcy toczy się dyskusja o konsekwencjach wprowadzenia podatku od sieci handlowych. Przeciwnicy straszą wzrostem inflacji, likwidacją miejsc pracy, ucieczką kapitału oraz wieloma innymi negatywnymi zjawiskami. Zwolennicy podnoszą natomiast argument dużo większych możliwości transferu zysków przez zagraniczne sieci względem krajowych podmiotów, rynek zdominowany przez zagraniczne sieci, czy też konieczność osiągnięcia nowych wpływów do budżetu. Najsłabszym elementem tej dyskusji są niestety fakty, co niestety uniemożliwią rzeczową dyskusję nad najbardziej optymalną wersją tego podatku. Określenie - czy będzie on uzależniony od powierzchni sklepów, czy może od obrotu, czy będzie progresywny w przypadku obrotu, a jeśli od powierzchni to czy od 250m2 czy może od 400m2 – wszystko to istotnie wpłynie na przyszły kształt rynku handlu detalicznego w Polsce oraz na nas wszystkich jako na konsumentów.

Rynek detaliczny w Polsce

Rynek handlu detalicznego w Polsce jest obecnie zdominowany przez zagraniczne sieci handlowe. Od wielu lat obserwowany jest nieustanny proces zamykania kilku tysięcy małych niezależnych sklepów rocznie - prognoza na 2015 to likwidacja 6,1 tys. małych sklepów (całkowita liczba sklepów i punktów w Polsce to 226 tys. w tym 110 tys. spożywczych w 2013). Od kilku lat udziały na rynku konsekwentnie powiększają sieci dyskontowe (udział sprzedaży w rynku: 15% w 2007, 26% w 2013 – czyli wyższy niż Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej), które w ostatnim czasie ewoluują w kierunku formatu supermarketów (dużo więcej dostępnych towarów, promocje czasowe, poszerzanie oferty produktów markowych). W chwili obecnej dominującą pozycję posiadają sklepy dyskontowe (m.in. Biedronka, Lidl, Netto) oraz zagraniczne hipermarkety i supermarkety (m.in. Tesco, Carrefour, Auchan, Kaufland). W tym segmencie - większe powierzchniowo sklepy - jest kilkanaście mniejszych polskich sieci (m.in. GK Specjał, Stokrotka, Polomarket, Społem, Piotr i Paweł, Alma, Chata Polska) poddanych dużej presji konkurencyjnej ze strony wielkich międzynarodowych sieci. Segment małych powierzchniowo sklepów pod względem ilościowym to głównie sklepy niezależne, jednak każdego roku znika ich kilka tysięcy. Duże wzrosty ilości sklepów i wartości sprzedaży w tym segmencie wykazują jedynie sieci convienence (mniejsze sklepy z ograniczonym asortymentem o długich godzinach otwarcia i bliskim położeniu), zdominowane przez zagraniczne sieci (Żabka, Carrefour).



Rynek przechodzi ciągły proces konsolidacji prowadzonej głównie przez zagraniczne sieci (w latach 2000-2013 przejęto 41 średniej i dużej wielkości sieci). 10 największych sieci (zagranicznych) w Polsce kontroluje ponad połowę sprzedaży detalicznej (sprzedaż netto tych 10 sieci to 97 mld zł w 2013), w tej dziesiątce nie ma polskiej sieci (niektóre raporty wskazują na GK Specjał). W kolejności pod względem sprzedaży są to Biedronka , Tesco, Carrefour, Auchan, Lidl.
Podział na sklepy powyżej lub poniżej 250m2 lub 400m2 daje nam dwie grupy. Jedna to wielkie sieci zagraniczne (w przypadku spożywczych to: 3219 dyskonty, 453 hipermarkety, 794 supermarkety, w 2013) i wiele polskich sieci (w przypadku spożywczych to: 8 hipermarketów, 1329 supermarkety, w 2013) konkurujących z nimi z mniejszymi lub większymi sukcesami oraz wiele dużych powierzchniowo niezależnych sklepów. Druga grupa to małe sklepy niezależne i wielkie sieci convenience działające w tym formacie – bardzo szybko wzrastające i wchłaniające lub likwidujące małe sklepy niezależne (roczne spadki liczby małych niezależnych sklepów to powyżej 5% ich liczby). Ponadto zauważalny jest obecnie trend wśród konsumentów doceniania wygody – także kolejny silny atut sieci convenience.

Wprowadzać czy nie - podatek

Jedyne dostępne wyliczenia i dane o efekcie wprowadzenia podatku to raport PriceWaterhouseCoopers oraz Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji – czyli organizacji zrzeszającej 13 największych wyłącznie zagranicznych sieci handlowych w Polsce. Materiał zawiera 23 strony z czego tylko 2 strony poświęcono na kalkulację wpływu podatku na inflację. Raport zawiera analizę wpływu wprowadzenia kilku podatków i obciążeń, autorzy automatycznie przełożyli rozwiązania z rynku węgierskiego na rynek polski. Błędna jest kalkulacja kosztów dla niewłaściwego segmentu sklepów – PWC zakłada wprowadzenie podatku dla sieci sklepów o sprzedaży powyżej 28 mln zł, czyli nie mająca odpowiednika w dyskusji o podatku w Polsce. Ponadto autorzy raportu analizują łączny wpływ kilku rozwiązań podatkowych i administracyjnych, jak podatek od reklam, koszty kontroli żywności, ograniczenia konkurencyjne dla dużych sieci i kilka innych rozwiązań. Drugim poważnym błędem jest kalkulacja wpływu nowego podatku na inflację bez analizy otoczenia konkurencyjnego sklepów wielkich sieci detalicznych i reakcji na te podwyżki cen. Ponadto w kalkulacji ewentualnych podwyżek użyto pojęcia koszyka 50 produktów z portalu dlahandlu.pl. Koszyk ten jest dobrym narzędziem do śledzenia relacji cen pomiędzy poszczególnymi sieciami sklepów w tym samym okresie – czyli który sklep jest tańszy a który droższy, natomiast nie nadaje się do przewidywania inflacji, gdyż udział w nim poszczególnych kategorii produktowych nie odpowiada strukturze wydatków Polaków. Dla przykładu - w tym koszyku wydatki na pieczywo stanowią 1,5% całości, a w przypadku zagregowanych wydatków Polaków stanowią duży wyższy procent, podobnie wiele innych kategorii produktów. Ponadto automatyczne przełożenie udziału w wydatkach poszczególnych kategorii produktów w tej samej wielkości na najmniej i najwięcej zarabiających jest poważnym błędem. Oczywistym jest iż struktura wydatków spożywczych najmniej zarabiających różni się od średniej.

Ekonomiści przeciwni podatkowi nie podają chyba żadnego argumentu poza wieszczeniem wzrostu inflacji jako prostej konsekwencji chęci zrekompensowania przez sieci handlowe wyższych kosztów. Natomiast jak zauważyła członkini Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego pani profesor Elżbieta Mączyńska w warunkach panującej deflacji oraz dużej konkurencyjności polskiego rynku detalicznego niemożliwe jest przerzucenie na klientów nowego podatku poprzez podwyżki cen produktów. Każdy taki ruch spotkałby się z reakcją konkurencji i odpływem klientów do innych sklepów, w tym małych osiedlowych i mniejszych polskich sieci.

W tłumaczeniu, że podwyżki zostaną przerzucone na klientów jest błąd logiczny. W gospodarce rynkowej przedsiębiorcy dążą do maksymalizacji zysków. Zakładając, że są efektywni i podejmują racjonalne decyzje – a ci którzy przetrwali na wysoce konkurencyjnym polskim rynku detalicznym są zapewne takimi przedsiębiorcami. To znaczy iż obecnie ci właśnie przedsiębiorcy osiągają maksymalne lub prawie maksymalne możliwe do osiągnięcia zyski. Jeśliby natomiast istniałaby możliwość skutecznego podwyższenia cen produktów bez utraty udziałów rynkowych a przez to podwyższenia swoich zysków to sieci handlowe dawno by to zrobiły, nie czekałyby zanim wprowadzony zostanie nowy podatek.

Dyskonty w swojej ofercie posiadają najwięcej towarów o wysokiej elastyczności cenowej. W ich przypadku wprowadzenie podwyżek cen spotkałoby się z automatycznym odpływem klientów, na co nie mogą sobie pozwolić, gdyż już obecnie niektórzy z nich zmagają się z odpływem klientów z ich sklepów. Ponadto wiele z ich sklepów w związku agresywną ekspansją zmaga się już z własną konkurencją, czyli konkurują o klientów pomiędzy sobą. Wg danych GfK, klienci wybierając dyskonty kierowali się w większości niskimi i korzystnymi cenami. Wysoce wątpliwe aby w takiej sytuacji sklepy te mogą sobie pozwolić na utratę głównej przewagi konkurencyjnej na tak konkurencyjnym rynku. Ponadto od kilku lat obserwujemy na rynku wzrost udziału klientów nazywanych „smart shopper”, którzy w bardziej racjonalny sposób dokonują decyzji zakupowych oraz poszukują niskich cen. Klienci tacy, po zidentyfikowaniu podwyżek przeniosą się do innych sklepów.

Duże sieci handlowe zatrudniają 17% zatrudnionych w handlu, sprzedając produkty o udziale w wartości rynku w wysokości 37% (dane PWC, natomiast wg portalu dlahandlu.pl w przypadku zatrudnienia ten procent jest dużo niższy), czyli zatrudniają kilka razy mniej pracowników niż ich konkurenci. Także nawet jeśli spełniłoby się straszenie zamykaniem sklepów przez wielkie zagraniczne sieci handlowe – co tak naprawdę już obecnie się dzieje w sieciach dyskontowych, które konkurują już między sobą – to efekt zatrudnieniowy na pewno okaże się pozytywny, gdyż zwolnione obszary rynku zagospodarują konkurenci zatrudniający więcej pracowników.

Wpływ podatku zależnego od powierzchni sklepu

Minusy takiego rozwiązania (podział ze względu na powierzchnię) to:
• obciążenie podatkiem polskich sieci i sklepów niezależnych
• wzmocnienie zagranicznych sieci działających w segmencie convienence – które bardzo szybko wzrastają i mocno zagrażają polskim niezależnym sklepom (wzrost sieci w segmencie małych sklepów z 23% w 2011 do 27% w 2013)
• wysoce prawdopodobny wzrost cen – duża presja na polskie duże sklepy, które nie będą w stanie utrzymać niższych cen i reagować tym samym na analogiczny ruch zagranicznych sieci dużych sklepów
• presja na polskie sieci dużych sklepów i sklepy niezależne, które już obecnie nie korzystają z możliwości optymalizacji podatkowej w przeciwieństwie do zagranicznych sieci i przez to obciążając je dodatkowym podatkiem zmniejszamy ich szanse na walkę z zagranicznymi podmiotami

Rezultatem takiego rozwiązania będzie rynek gdzie duży format sklepów zostanie już całkowicie zdominowany przez zagraniczne sieci przez upadek polskich sieci, dalsza likwidacja małych sklepów będących pod presją zagranicznych sieci convienence. Ponadto wymiar podatków ze względu na powierzchnię przyniesie wiele niejasności i obszarów potencjalnych nadużyć – wiele sieci posiada równocześnie sklepy o powierzchni poniżej jak i powyżej tego progu (kwalifikacja obrotu dla poszczególnych sklepów) oraz podział na powierzchnię handlową i całkowitą lokalu – wydzielanie innych funkcji w lokalu itp. Największym wygranym takiego rozwiązania byłyby dwie zagraniczne sieci – Żabka i Carrefour, a w zasadzie głównie ta pierwsza sieć zyskująca ponad 100 mln zł dzięki takiemu kształtowi podatku względem podatku od obrotu 2% .

Wpływ podatku zależnego od obrotu sieci handlowej

W przypadku zastosowania progresywnego podatku w podziale ze względu na obrót sieci – czyli podobnego rozwiązania jak na Węgrzech, uzyskujemy wówczas opodatkowanie głównie dużych zagranicznych sieci. W podziale na progi to: brak polskiej sieci o sprzedaży powyżej 5 mld zł, tylko dwóch polskich sieci (Polomarket, GK Specjał) w grupie o sprzedaży 3-5 mld zł, oraz kilku polskich sieci w grupie o sprzedaży 1-3 mld zł. Wynikłe przez to zróżnicowanie opodatkowania w obrębie podobnego formatu sklepów (duże sieciowe i nieliczne duże niezależne) wpłynie na istotne zmniejszenie prawdopodobieństwa podniesienia cen przez duże zagraniczne sieci (spotkałoby się to z reakcją polskich sieci obciążonych podatkiem w dużo mniejszym stopniu lub w ogóle – o sprzedaży poniżej 1 mld zł). W przypadku identycznego zakwalifikowania polskich i zagranicznych sieci dużych powierzchniowo sklepów do potrzeb podatku, wzrasta wówczas prawdopodobieństwo do naśladownictwa ruchów cenowych liderów rynkowych (Biedronka, Lidl) przez pozostałe podmioty. Nieuprawnionym jest również podnoszony czasami argument niezgodności takiego rozwiązania z prawem unijnym przywołując przykład Węgier. Podatek został tam tak określony, że w zasadzie uderzał tylko w jedną sieć, także trudno było obronić kształt takiego rozwiązania.

Efekt końcowy

Podatek zależny od powierzchni handlowej sklepu uderzy jedynie w efektywność dystrybucji, skłoni wiele podmiotów do otwierania sklepów tuż pod progiem powierzchni (poniżej 250m2 lub 400m2) oraz wyzwoli nieograniczoną kreatywność w omijaniu takiego rozwiązania. Nieuprawnioną premię względem konkurentów uzyska w takim wypadku głównie jedna sieć zagraniczna. Nie wpłynie to również na zahamowanie zamykania drobnych sklepów niezależnych a może nawet ten proces znacznie przyśpieszyć – sieci obecne dotąd w segmencie większych powierzchniowo sklepów skupią się na segmencie mniejszych sklepów. Taki model istotnie zwiększa prawdopodobieństwo przyśpieszenia inflacji, która i bez tego najprawdopodobniej wzrośnie w przyszłym roku. Wzrostu inflacji jako konsekwencji nowego podatku obawia się ponad 70% zapytanych o to konsumentów (badanie IQS na zlecenie Pulsu Biznesu). Podatek uzależniony od obrotu sieci jest w większości pozbawiony tych zagrożeń oraz jest bardziej transparentny.

Napisz do autora w sprawie tego artykułu rafal@losvideos.pl
Trwa ładowanie komentarzy...